poniedziałek, 5 października 2015

30 Wymyśliłam sobie kolejne studia, WSKS #1

Wiecie, co jest przykre? To mój trzeci dzień zajęć, a śniadanie jem w towarzystwie ulicznego szumu i internetu miejskiego. Wielka państwowa uczelnia przypomina mi korporację, w której wyścig szczurów i system pożarły dawno staroświecką kolezenstkość, czy zwykłą przyjemność w poznawaniu ludzi.

Kampus przypomina rewię mody, wobec której jedyna refleksja, która mnie nawiedza, brzmi: chyba jestem za stara na epatowanie pozowaną (lub faktyczną) zamożnością i przynależnością subkulturową. Akademia Teatralna nauczyła mnie, że - w dresie czy w piżamie (przepraszam, profesor Werner zajęcia miał w soboty rano; siła wyższa) - po prostu miło Cię widzieć. Tu w zasadzie nikt nikogo nie widzi, a co dopiero dysputy o miłości.

System organizowania studiów nie uwzględnił integracji. Niektórzy studenci, to dwóch, tomczterech kierunków, jawnie przyznają się do niechęci względem poznania kolegów. Przyjść na wykład, uciec na kolejny. Miedzy cieniami. Kto dziś ma czas na gry w towarzyskość, jesteś moim wrogiem na rynku pracy - to parafraza odczuć zapytanych przeze mnie osób. Pytanie brzmiało "Boże, to już tak będzie codziennie?". Podobno będzie. Z przerażeniem i nostalgią myślę o samopomocy studenckiej, o rozmowach przy pierogach i zupie, o wzajemnym referowaniu esejów, o kopniakach na szczęście przed gabinetem prof. Kubikowskiego w Teatrze Narodowym. Akademickość zrównała się z korporacją - często preferowaną destynacją studentów.

Krakowskim Przedmieściem, dziś wyjakotkowo słonecznym , wloką się autobusy. Wypływają kołtuny ludzi, którzy rozbiegają się jak mrówki z ciasta po gardzieli kampusów uniwersytetu i akademii (ASP). Ma torbami, smartfonami, grymasami. A słychać tylko ulicę.

Ale nic to, w końcu jestem staroświecka...

sobota, 19 września 2015

29 Wybryk gotuje #6

Prawie-purée z ryżu

Użyłam:
- ryż biały zwykły, torebka;
- pół łyżki sosu sojowego;
- półtorej łyżki masła;
- słodka papryka, odrobina czosnku granulowanego lub z praski;

Ryż gotuję normalnie lub dwie minuty dłużej. Odlewam, odstawiam. Gdy przestanie parzyć w palce, rozcinam torebkę, wsypuję zawartość do rondelka. Dodaję przyprawy, mieszam. Stawiam na małym ogniu, dodaję masło i sos sojowy, ciągle mieszam. Podaję jako dodatek do kotletów (mięsnych i niemięsnych).


piątek, 18 września 2015

28 Wybryk gotuje #5

Chrupiące kotleciki z indyka i płatków owsianych:
<< Porcja dla kilku osób lub na kilka dni >>

Użyłam:
- mięso mielone z indyka, paczka.
- cebula dymka cała,
- łyżka siemienia lnianego,
- trzy garści płatków owsianych* (namoczonych),
- trochę suchych płatków owsianych,
- papryka słodka mielona,
- pieprz czarny,
- odrobina mąki (akurat nie miałam kukurydzianej, a zalecam),
- dwie łyżki oleju z ryżu (do smażenia)

Mięso przekładam do miski, dodaję posiekaną dymkę, odstawiam na dwie minuty. Dodaję namoczone płatki i siemię, mieszam bardzo dokładnie. Przyprawiam (nie używam soli, jest ona dodawana do mięsa w procesie produkcji). Dodaję trochę mąki, suche płatki. Bardzo dokładnie mieszam. Masa się lekko klei, ale jest plastyczna. Formuję lekko spłaszczone kotleciki. Smażę na rumiano na oleju ryżowym.

Podaję z ryżem, serem red cheddar, sałatką z grillowaną cukinią i ananasem.






Testowano na ludziach. Smacznego.


* absolutnie nie nadają się błyskawiczne.

środa, 3 czerwca 2015

27

Mój dom jest pełen słońca niezależnie od pogody. Dom, taki przez duże de, to ludzie; ich uzupełnieniem są wnętrza. Kształtują się latami, niekoniecznie w zgodzie z trendami czy podręcznikowymi wytycznymi. Można zaprojektować najbardziej funkcjonalną i wyważoną estetycznie przestrzeń w mieście, można zagospodarować składzik na arcydzieło. Nie wypełnimy jednak powietrza fluidami, kołdry ciepłem kota, poduszki słodkim zapachem skóry. Kuchnia to rytuały: poranne śniadania, przekąski, obiady. Już wiem, że nie trzeba stołu i krzeseł, by jeść razem; by obiadokolacja była wyczekiwanym, ulubionym momentem dnia. Domownicy i goście, każdy z talerzem na kolanach, po turecku na podłodze. Historie dnia, opowieści, pomysły, plotki, żarty. Wspólne zmywanie, film lub wieczorny przegląd Internetu już w łóżku. Zasypianie w połowie odcinka. 

Ulubione momenty, jak budzenie się obok siebie i zasypianie w tych samych miejscach za kilkanaście godzin. Spodnie na sztaludze, skarpetki w butach, bluza na krześle. Pranie schnące pod oknem, fotel wysiedziany i wygnieciony tak bardzo, że zdaje się rozpoznawać poszczególnych użytkowników. Każdy ma swój ulubiony kubek, kocyk. Kapcie tylko do wychodzenia na półpiętro do zsypu. Czasem zapomni się podlać kolendrę, zalać garnek zimną wodą. Nad szafkami w kuchni zmieniają się ekspozycje: kolorowe wspomnienia z różnych miejsc, unikatowe butelki, manualny młynek do kawy - taki drewniany, głośny niesamowicie. Na lodówce notatki, co kupić, co zrobić. Życzenia miłego dnia i przepisy: na kotlety z kaszy, na uniwersalne ciasto do pizzy, na najsmaczniejsze naleśniki.

Projektując wnętrza, należy sięgnąć pamięcią do własnego domu. Czy na futrynie co kilka miesięcy odmierzano, ile urosłeś? Czy w kuchni była galeria obrazów farbami plakatowymi? Czy pachniało praniem, czy czasem można było wdepnąć w koci żwirek, w psie zabawki? Pod wanną stała skrzynka, aby siostra wchodziła jak na schodek i widziała się w lustrze podczas mysia zębów? Dom to ludzie, historie, dni, tygodnie, rutyna i zaskoczenie, azyl. Brak jednolitej zastawy, poduszki, książki notatki - nie muszą być bałaganem. Nie nadasz wnętrzu duszy drogim fotelem czy starą komodą. Obserwuj, słuchaj, patrz i zobacz. Projektowanie wnętrz to dla mnie portretowanie przestrzenią.

czwartek, 2 kwietnia 2015

26


Szukanie pracy to najgorsza czynność w życiu. Szczególnie, gdy nie masz zamiaru zmienić jej na inną, ale nagle zostałeś bez żadnej. Po pewnym okresie poszukiwań, odbijania się od skrzynki spamowej i nigdy nie otwieranych szuflad, poszukujący zamienia się w desperata. Wyszczególnić można kilka punktów charakterystycznych, które pojawiają się zawsze lub prawie zawsze w procesie szukania i znajdowania stałego lub przejściowego zatrudnienia w dużym lub średnim mieście. W Polsce, oczywiście.
 
Odpowiadanie na ogłoszenia.

Na początek: gdzie? Tradycyjnie: w gazetach (AAAAAAAAmasażystki bez doświadczenia Gocław; źródło: Metro). tradycyjnie wirtualnie: darmowe ogłoszenia, gumowe drzewko i niegdyś-tablica. . 
Oczekiwanie, że oferta zawierać będzie nazwę firmy, formę zatrudnienia i przewidywane wynagrodzenia, powinno zostać od razu wykluczone. Na portalach dedykowanych wyłącznie poszukiwaniu pracy coraz popularniejsze staje się podawanie nazwy firmy, jednak na stronach z darmowymi ogłoszeniami nie ma co się tego spodziewać. Przeważają rekrutacje ukryte i, nazwijmy to tak, skrótowe (Studentkę do pracy w renomowanej kawiarni, zgłoszenia ze zdjęciem przez formularz; źródło: Gumtree). Są też ogłoszenia Liderów. Ogłoszenia Liderów zawierają zawiły i pełen niezręcznych sformułowań opis zakresu działalności... w zasadxie nie wiadomo, kogo. W większości przypadków opis to mieszanka wyrwanych z kontekstu superlatyw na temat agencji pracy tymczasowej, pośrednictwa pracy, firmy świadczącej usługę i samego usługodawcy. I tak:

Janusze of Business Worldwide to obecny na polskim tynku od 1996 roku zespół profesjonalistów. Zapewniamy kompleksową obsłuigę dla światowych (... tak z 8 linijek) Dla naszego klienta, lidera w Branży, szukamy...

Nie do końca, w zasadzie, wiadomo, co się czyta. Kto szuka kogo po co...? Ilość słów, które niekoniecznie do siebie pasują i brak podawania konkretnych nazw firm to norma w tego typu ogłoszeniach. No i Lider w Branży. Nie wiadomo jednak, jakiej branży. Telekomunikacyjnej? Obuwniczej? Przetwórstwa rybnego? Jest to na pewno Branża przez duże "B". Na ogół wygląda to tak, że aplikacja przez - a jakże - formularz portalu, przechodzi do agencji pracy tymczasowej, która ewentualnie prowadzi rekrutację dla firmy Jajo, która świadczy usługi na firmy Krzak, która obsługuje infolinię Plusa.  

To znaczy, że przyjęta osoba nie do końca wie, przed kim odpowiada i kto je płaci. Jeśli płaci. 
Ale o tym za moment.

Kategorię takich ogłoszeń można wymyślać na bieżąco i zawsze będą trafne. Oferty pracy w popularnych portalach charakteryzują się się chaotycznością i roszeniowością (jest tylko: wymagamy, nigdy nie ma: oferujemy. No, chyba, że ktoś płaci rachunki miłą atmosferą w młodym zespole). Pojawiają się stałe frazy, stałe zlepki, po których wprawiony poszukiwać zatrudnienia pozna ogłoszenie agencyjne, korporacyjne i dla małej lokalnej firmy czy punktu usługowego. Wprawny poszukiwacz wie też, jak poznać podpuchy, chociaż ich autorzy wciąż się rozwijają.Pozytywnym zjawiskiem są alternatywy dla darmowych portali ogłoszeniowych, czyli grupy na Facebooku. ich moderatorzy dbają o podawanie konkretnych informacji w ofertach i pewną kulturę zgłoszeń.
Poszukujący najpierw czyta ogłoszenia, potem wysyła prawie "jak leci". Coraz mocniej koduje w głowie, że odpowiedzi tak nie otrzyma.

Sama przyłapałam się kilka razy podczas wysyłania aplikacji numer nie-wiadomo-który: Ej, przecież nie chcę tu pracować. Nie chcę tego robić. Rosnące długi, fatalne samopoczucie i świadomość, że nie wiadomo, co będzie jutro, dokarmiają jedynie desperację i poczucie beznadziejności. W końcu znajduje się cokolwiek, daleko w dół od założonych wcześniej widełek netto. To na chwilę. Przecież wciąż szukam czegoś w zawodzie normalnego. 

Rozmowy

Dzwonią lub piszą. Witam na początku wiadomości jest standardem. Pamiętaj, biznesmenie drogi lub tani, zaczynając oficjalną korespondencję od witam zawsze wychodzisz na buraka. Z niewiadomych powodów mało kto zwraca na to uwagę. Na stylistykę i poprawność językową korespondencji też. A przecież zaproszenie na rozmowę do firmy jest dla tejże wizytówką.  

Większość rozmów, w których miałam większa lub mniejsza przyjemność brać udział, polega na przetargu. To znaczy, że przystępujący do przetargu poszukujący pracy próbuje przekonać przedstawiciela firmy że potrafi wszystko, najlepiej wszystko jednocześnie, z żonglowaniem talerzami i płonącymi piłami mechanicznymi włącznie. Mówi przy tym w piętnastu językach, nie ma żony i mieć nie będzie, a tym bardziej dziecka, czasem wolnym w zasadzie gardzi, studiuje ale na zajęcia nie chodzi i ani mu w głowie umowa. Wykazuje przy tym tyluletnie doświadczenie na identycznym stanowisku, więc niczego do nie trzeba uczyć. 

Zapomina się o tym, że osoba przychodząca na rozmowę rekrutacyjną ma prawo, a nawet powinna zadawać pytania. Pytania, na które odpowiedzi są strategiczne, decydujące o tym, czy współpraca z danym zatrudniającym jest nie tyle opłacalna, co w ogóle bezpieczna. Pytania, które POWINNO się zadać, jeśli prowadzący spotkanie nie udzieli takicyh informacji sam, to m.in.:

- Jaki będzie mój zakres obowiązków?
- Czy otrzymam swoje stanowisko i niezbędne narzędzia?
- Czy obowiązuje dress code?
- Jaką formę zatrudnienia państwo proponują?
- Czy wypłata przekazywana jest gotowókowo, czy przelewem? 
- Jaki jest okres rozliczeniowy (np. tygodniówka).
- Jaka jest stawka, godzinowa czy podstawa? 
- Przewidywane dni wolne, zwolnienia itp.

Kandydat ma, teoretycznie, prawo negocjować każde warunki i każdą umowę. W praktyce, jak łatwo się domyślić, firma wybierze pracownika o podobnym doświadczeniu, a nawet mniejszym i słabszym, ale nie negocjującego warunków. Bierze się to, zgaduję, z pewnej obawy przed zbyt świadomym pracownikiem przy jednoczesnym dążeniu firmy do maksymalnego cięcia kosztów. A przynajmniej w większości przypadków.  

Są pytania, które paść nie powinny. Osoba prowadząca spotkanie nie powinna też podważać kompetencji i przekonań kandydata itp. Wszystko w granicach kultury osobistej, która podawana jest jako wymóg przy okazji każdego ogłoszenia na każdym stanowisku. Obok miłej aparycji, który to zapis - wierzcie lub nie - jest dla mnie tajemniczy.

Okres próbny

Nadchodzi okres próbny. Darmowy lub pół-charytatywny i na czarno. Umowa na okres próbny? Po kilku próbach odpuszczam. Zdarza się usłyszeć typowe w Polsce hasło motywacyjne w stylu Na twoje miejsce jest dwustu pięćdziesięciu chętnych, którzy takiej umowy do szczęścia nie potrzebują. Do tych magicznych dwustu pięćdziesięciu jeszcze wrócę. 

Podczas około miesiąca zapoznajesz się z atmosferą w miejscu pracy i rozbijają się on rzeczywistość kolejne zapewnienia, które padały podczas rozmowy i w ofercie. Hitem jest forma wynagrodzenia albo... jego brak.
Okres próbny to najczęściej praca za darmo, prawo do zadawania pytań, problemy ze zlokalizowaniem segregatorów oraz brak klucza do drzwi. 

Niesprawny sprzęt

W każdym miejscu, w którym zdarzyło mi się pracować znajdował się niesprawny lub przestarzały sprzęt. Głównie dotyczy to komputerów i laptopów. Gasnące ekrany, brak klawiszy, przetarte kable, nieaktualizowany system, grzejące się stacje... a zaraz za komputerami są telefony: najstarsze, zdezelowane komórki posklejane biurową taśmą. Do tego chaos działających i niełączących kabli. Im więcej kobiet na metr biura, tym gorzej.  A w korporacjach: niesprawne bazy danych, spowolniony intranet, zapora na skrzynce, brak dostępu do... w zasadzie do wszystkiego. I to twoja wina, że nie działa. A klient może się pieklić, a po wypłacie może lecieć.

O inwestowaniu w sprzęt można zapomnieć, szczególnie w przypadku niewielkich prywatnych firm.  

Współpracownicy

Podczas okresu próbnego poznaje się, zazwyczaj, stałą ekipę. Dowiaduje się, że co wolno wojewodzie i kto tym wojewodą bywa. Jest to ważny punkt w pracy, który niejednokrotnie decyduje o tym, czy będzie się chciało tam zostać... nieraz niezależnie do pensji i benefitów. 

Umowa Obietnica wypłaty

Z umowami bywa różnie. W małych firmach najpopularniejsze jest przyjmowanie na czarno z wiecznym "później" na umowę zlecenie. Ewentualnie Na umowę zlecenie z wiecznym "później" na umowę o pracę. O tym,. czy w prawnie jest umowa zlecenie/o dzieło - natychmiast zapomnij. 

Z doświadczenia przestrzegam przed wypłacaniem wynagrodzenia w gotówce. Przy przekazywaniu pieniędzy w ten sposób, zawsze potrzebny jest podpis i pokwitowanie. Co ważne, o\podpis powinien być i ze strony osoby odpowiedzialnej za wypłaty, i pracownika. W dwu egzemplarzach, aby mieć podstawy w dochodzeniu swoich praw.

Ogniem i mieczem tępić należy umowy, które przewidują kary pieniężne za np. nie przyjście do pracy, za odejście z pracy lub kradzież podczas zmiany.
Wynagrodzenie 
 
Przykładowy schemat:

Na rozmowie: 2-3 tysiące netto. 
Podczas okresu próbnego: Że po okresie 2-3 tysiące, ale brutto. 
Po okresie próbnym: 1200-1600.
Wypłacane: 1150. 




Rezygnacja
Up to you.








 


wtorek, 24 marca 2015

25

Chory naród, chorzy obywatele.
A nawet, jeśli nie obywatele, to też chorzy. Byli, są, będą.

Aura na zewnątrz już coraz bardziej przypomina wiosenną. Co jakiś czas jeszcze jej się przypomni, że co za dużo to nie zdrowo; wypalającemu oczy słońcu towarzyszy iście zimowa temperatura. Ale, bądź co bądź, już bliżej ciepła, niż dalej. Nie wiem jednak, co innego, niż masowe przeziębianie społeczeństwa, mają na celu osoby odpowiedzialne za kontrolowanie klimatyzacji w warszawskiej komunikacji miejskiej. 

Wsiadam z dość chłodnego, ale nie lodowatego "zewnątrz" do nagrzanej jak piekło puszki, przez okna której atakują mnie promienie słońca. Ja i niewiadoma ilość współpasażerów, smażymy się w wątpliwej czystości piekarniku. Część w sosie, lśnią od glazury, ociekają. Część na chrupko - szeleszczą rozpinanymi płaszczami. Prodiż z ludźmi mknie roziskrzonym Mokotowem, przeprawia nas w wietrzne Śródmieście - ku przeznaczeniu i przeziębieniu. Włosy tańczą w brudnych podmuchach, schnie lodowato pot. Chrupią zasuwane płaszcze. Spokojnie, zaraz przesiadka.

Od miesiąca nie mogę sobie poradzić z przeziębieniem i grypą. Chyba zaczęłam szukać winnych.


24

Poza tym, że jestem beznadziejnym artystą i żenującym blogerem, jestem też podobnej klasy modelką. 15. marca 2015 odbyła się sesja z udziałem moim i S. Fotografowała Alensandra Burska.



Kilka wybranych zdjęć można obejrzeć na blogu w zakładce Wybryk i przyjaciele -> tutaj <- lub na stronie Aleksandra Burska - photography & visual arts.




sobota, 21 marca 2015

23

Siedzę na łóżku i patrzę na biurko. Najebał na nim niemiłosiernie – elektronika, kartony, ubrania, narzędzia; w różnych proporcjach i przypadkowym rozmieszczeniu.  Czekam, aż komputer ożyje. Photoshop skutecznie to utrudnia, próbuje zatrzymać moje narzędzie pracy (i straty czasu) w irytującej śpiączce. W tle Rage Against The Machine. Moja rage wobec mojej machine niepokojąco rośnie. Już nic nie zrobię produktywnego, bo jestem wkurwiona na zmulony soft, a na myśl o tym, że teraz znowu coś ma się uruchomić albo aktualizować, robi mi się niedobrze i mam ochotę okropnie zawyć. Dodatkowy 1GB RAMu załatwiłby sprawę, od półtora roku nie mogę go kupić. Jakoś, w walce o miejsce na liście priorytetów wydatkowych, zwyciężają chleb i czynsz.

Patrzę na to biurko z bezpiecznej odległości. Niepotrzebnie zapaliłam światło, teraz to widzę i mnie drażni. Elektronika, lutownica, jakieś nieokreślone formy z nieokreślonych materiałów. Może wybuchnie, jeśli podejdę? Strzeli kwasem, gdy podejdę; a ja tę bluzkę jednak lubię.  Lepiej nie ryzykować. Jak wróci, westchnę kilka razy, podejmę około trzech prób bardziej lub mnie konstruktywnych, aby to posprzątał i ubiorę coś mniej lubianego za dwa dni, kiedy to, po prostu, posprzątam sama. To tak, na wypadek kwasu i wybuchów.

Sobota wieczór, dwudziesta trzecia trzynaście. Próbuję nauczyć się pisać. Sztuka nie tyle zapomniana, co skutecznie wyparta w procesie edukacji szkolnej. Na studiach do pisania nas zmuszali, zachęcali do myślenia, a potem tych bardziej myślących ukarali pracą licencjacką. Okazało się, że przy licencjacie myśleć i pisać już nie można było, trzeba było cytować za setką autorów , takich najlepiej z zeszłego stulecia; udowadniać, że ktoś już na to wpadł, więc tak jest. Wpadł na to tak ze trzydzieści razy na różnych szerokościach geograficznych. Chuj, że jeden o drugim pojęcia nie mając. Cytuj, przypisuj. Zawsze kojarzyło mi się to z udowadnianiem przed jakimś Wielkim Bratem, co za dobre wynagradza, a za złe i tak dalej; że kanapka jest z pomidorem nie dlatego, że kucharz tego pomidora umył, pokroił i położył, ale dlatego, że w czasach francuskiej rewolucji ulice kolor miały skórki tegoż, co jeden z drugim myślicielem opisali w tymże a tamtymże traktacie; chleb wypiekany jest w piecu, a w czasie wojny w piecach palono ludzi, co opisał taki a taki tu i tam, a teraz mamy dwudziesty pierwszy wiek, co wynika nie z, kurwa, kalendarza, ale z poezji dziewiętnastowiecznej przecież.

Z całym szacunkiem, pierdolę humanistykę.
Alma Mater z tej okazji zaczęła (oficjalnie) pierdolić mnie. Nareszcie się rozumiemy. 

czwartek, 22 stycznia 2015

22 Wybryk gotuje #4

Zupa cebulowa we francuskim stylu

  • kilka średnich cebul - białych, zwykłych; może być dodatkowo jedna słodka;
  • bulion wołowy (my użyliśmy bulionetki czy jak to się tam zwie, wyłącznie z braku czasu i przy ograniczonych funduszach);
  • szklanka białego wina (jakie macie);
  • wczorajsze bagietki (w zależności od przewidywanej porcji);
  • ser w kostce (my mamy mimolette i admiralski, ma być tak, jak lubicie) do starcia na tarce;
  • czosnek;
  • tymianek;
  • większa kostka masła;
Cebulę obrać i pokroić w paski-piórka. W garnku, na małym ogniu stopić masło - ostrożnie! Ja nie wrzucam od razu całego masła przeznaczonego do stopienia, tylko dokładam stopniowo, również, gdy w garnku jest już cebulka. Ba, właśnie - do masła wrzucić cebulkę. Szklić, mieszając. Tu trzeba mieć wyczucie, bo jak się przypali cebulę, to gorzknieje i wtedy wszystkie łzy, wylane przy jej obieraniu i krojeniu, na nic. Mocno doprawić tymiankiem.

Wlać do cebuli niepełną szklankę białego wina, dusić, aż prawie całkiem odparuje. Potem dolać bulion wołowy.  Trzymać na małym ogniu, aż składniki się delikatnie przegryzą - ok. 10 minut.

W międzyczasie pokroić bagietki po dwa razy na pół - z długości i z grubości. Nagrzać piekarnik. Zapiekanki posmarować masłem z czosnkiem, posypać serem. Ja posmarowałam je jeszcze przed posypaniem odrobiną przecieru pomidorowego, bo lubię, gdy obiad jest kolorowy. Piec ok. 10 minut (tak, by nie spalić, a były chrupiące). 



Zupę powinno się podpiec na koniec z serem, jednak my sobie darowaliśmy - dużo sera na grzankach. 

_______________________________________

Testowano na ludziach.


niedziela, 18 stycznia 2015

21 Wybryk gotuje #3

Kolorowe quasedillas z kurczakiem

- 4 placki tortilla/wrap pełnoziarniste lub naleśniki,
- pierś kurczaka,
- ok. poł żółtej papryki,
- 125g pomidorków koktajlowych, 
- kostka sera cheddar,
- rukiew,
- cebulka dymka,

Sosy:
Jogurtowy sos czosnkowy
- czosnek (w uznania),
- jogurt naturalny,
- łyżka majonezu,
- koperek,

Łagodna salsa jogurtowa
- sos salsa,
- jogurt naturalny,
- oregano,
- pieprz,

Upiec lub obsmażyć kurczaka (ja upiekłam w piekarniku bez tłuszczu) i poczekać, aż przestygnie. Zetrzeć ser, rozsypać równomiernie na placku. Warzywa umyć, pokroić drobno, a umytą rukiew poszatkować. Rozłożyć warzywa i kurczaka na placku z serem. Posypać ponownie serem, przykryć plackiem. Piec w piekarniku średnio rozgrzanym ok. 7-10 minut. Ostrożnie wyjąć, pokroić. Podawać z sosami.



Jest to łagodna wariacja meksykańskiego dania, gdyż nie przepadamy za bardzo pikantnym jedzeniem.
___________________________________________

Testowano na ludziach.
Smacznego.

środa, 14 stycznia 2015

20 Wybryk gotuje #2


Kurczak farfallini z warzywami

- makaron farfallini pełnoziarnisty,
- pierś z kurczaka,
- warzywa mrożone lub świeże: cukinia, papryka, fasolka szparagowa zielona,
- czosnek,
- sos sojowy jasny,
- łyżka miodu,
- cebula biała,
- zioła wg. smaku,
- sól i pieprz,
- łyżka oleju,
- ser ementaler.

Ugotować makaron tak, jak się lubi - my ugotowaliśmy al dente. Kurczaka posypać ziołami, podsmażyć w woku lub na patelni, dodać cebulkę i czosnek. Do woka (lub patelni) dodać pozostałe warzywa. Ogień powinien być malutki.

Odrobinę sosu sojowego rozrobić z łyżką miodu i dwoma-czterema łyżkami wody (i tak odparuje). Polać przygotowanym sosem zawartość woka (lub patelni). Doprawić. Na koniec porwać plasterki sera lub zetrzeć go troszkę, posypać, przemieszać.

Podałam ze świeżym szpinakiem i żurawiną, ale można z totalnie czym się chce.

Napój imbirowo-miodowy

- wielka łycha miodu,
- garnuszek przegotowanej wody,
- kilka plastrów cytryny/limonki,
- pół średniego korzenia imbiru,

Przegotowaną wodę rozrobić z miodem. Woda nie może być wrząca ani bardzo gorąca, ponieważ w wysokiej temperaturze miód traci swoje zdrowotne moce. Dodać cytrynę i/lub limonkę. Imbir obrać, zetrzeć na tarce, dodać do napoju. Długo mieszać, lekko podgrzać. Można podawać z miętą lub melisą, na ciepło lub zimno.


________

Testowano na ludziach.*


* Wszystkie swoje przepisy/pomysły kulinarne sprawdzam na moich mężczyznach w mieszkaniu.


19 Wybryk gotuje #1


Tosty z camembertem i żurawiną

- chleb tostowy,
- camembert naturalny,
- żurawina w słoiczku,
- szynka (wedle gustu),
- masło,

Składniki posypać ziołami wedle uznania, zapiec w opiekaczu. Podawać z sosem barbecue.

Tosty ze szpinakiem

- chleb tostowy,
- camembert naturalny LUB mimolette,
- szpinak młody świeży,
- ulubiona wędlina,
- papryka czerwona,
- masło,

Szpinak umyć, osuszyć. Pamiętajmy, że szpinak potrzebuje tłuszczu, aby jego składniki odżywcze na coś się człowiekowi przydały. Także bez masła ani rusz.

Zapiekać w opiekaczu, uważając, by się nie rozpadło. Aby uniknąć rozpadnięcia się kanapki, paprykę należy pokroić dość cienko, a szpinak "uklepać" między kromkami.


________

Testowano na ludziach.*


* Wszystkie swoje przepisy/pomysły kulinarne sprawdzam na moich mężczyznach w mieszkaniu.



sobota, 13 grudnia 2014

18

miłości nie ma
nigdy nie było i nie będzie między nami
jest tylko głód rąk i ust
poranne zamykanie za tobą drzwi


There's no love
it never was, it never will be 
there're only starving hands and lips
and in the morning - closing door after you leave


piątek, 28 listopada 2014

17

Zdarza się całkiem często, że uczniowie i słuchacze pytają: jak to powiedzieć?, a ja im zawsze odpowiadam tak samo: mądrze, a najlepiej mądrze i szybko. O ile to pierwsze, choć jakże problematyczne, może się wydawać nieco oczywiste, to drugie, choć z pozoru oczywiste, okazuje się problematyczne. Paplać szybko można długo, sztuką jest wbijać szpilki. Ostre, cieniutkie. I wbijać je trafnie. 

Oczywiście, przyznaję bez bicia, przyganiał kocioł garnkom. Ileż to razy miałam już ochotę coś napisać, czy powiedzieć, a palnęłam zwykłą brednię dla świętego spokoju... nie zliczę. Do dziś męczą mnie, i męczyć będą, okrutne myśli, jak to tu i tu, a wtedy a wtedy, można było to i to... no i co? Nic. Człek mądry cicho siedzi, ale i dziwić się nie ma co, że go nie słuchają. Nie słyszą. 

Udowodniono, że słuch stoi o wiele wyżej na drabinie istotności zmysłów, niźli wzrok. Odbiera się najpierw dźwięk, potem komunikat, jak się odbierze jeszcze jego treść, to już zupełnie świetnie. Moim zdaniem komunikat i treść nie zawsze idą w patrze, choć fantastycznie, jeśli im się zdarzy. Wtedy najlepiej, by docierały szybko, szczególnie, gdy komunikatem jest "je jedzże tego", a treścią "nie jedzże tego, bo marny los twój". Wtedy dźwięki, które wydamy, a na które składać się będzie podstawa z "nie jedzże tego" przewodzić będą treść o "marnym losie twoim". Tak samo jest z siłą argumentu, siłą przekonywania i siłą wszelkiej wypowiedzi w ogóle. Dźwięk, który transportuje komunikat i treść, jest siłą nie do przebicia. Troszkę zahaczamy tu o erystykę, ale jest jakaś prawda w tym, że najgłośniejsi, a durni, przebiją się ponad genialnych milczków.

Dlatego każdemu, kto chce słuchać, radzę, aby - niezależnie od języka - myśli i zamiary swe ubierali w zdania mądre i szybkie. Takie, które męczą po nocach, ale są skuteczne.

poniedziałek, 19 maja 2014

15: Siostry Miłosierdzia pod respiratorem


Siostry Miłosierdzia pod respiratorem

Krakowski koncert The Sisters Of Mercy, legendy rocka gotyckiego i bohaterów mojego dzieciństwa, przypominał słuchanie umierającej starej ciotki ogarniętej demencją, która po raz enty opowiada dobrze znaną historię. Znamy treść, ale szczegóły już trochę nie te, kolejność zdarzeń pomieszana, bohaterowie raz po raz zmieniają imiona, Zakopane nad morzem, Sukiennice w Poznaniu, oddech coraz cięższy i drzemka przed punktem kulminacyjnym. To najsmutniejsze skojarzenie, ale jednocześnie najlepsze, jakie przyszło mi do głowy, kiedy odbijając się od pogującej juwenaliowej braci starałam się ponazywać swoje odczucia i ogólny klimat koncertu. 

czwartek, 3 kwietnia 2014

14: "Potrafię tylko patrzeć i pragnąć".

01

Jest tylko strach. Paraliżujący, nieznośny. Przed odepchnięciem, przed lodowatym spojrzeniem, przed NIE powiedzianym tak mocno i zimno, że zapadam się w sobie. Niezależnie od tego, że jestem świadoma, ile ten strach może zniszczyć, jak wiele dobrego może się nigdy nie wydarzyć. Wiąże ręce, zdusza słowa w gardle, łamie kości, przybija głowę do poduszki. 
Potrafię tylko patrzeć i pragnąć. 

wtorek, 25 marca 2014

13

Czy pani wciąż pisze o teatrze? zapytano. Sformułowanie odpowiedzi w głowie zajęło mi chwilę, gdyż ciężko jest robić coś wciąż nie zauważywszy, że robiło się w ogóle. Pisałam prace roczne, pisałam prace semestralne, teksty na warsztatach, przekrojowe, biograficzne rysy, monografie, całkiem sporo analiz. Za każdym razem jak krew z nosa

sobota, 22 marca 2014

12

Jak schudnąć siedem kilogramów w półtora miesiąca: wpis instruktażowy.

Po pierwsze - (będąc zakompleksioną pierdołą) poznaj kogoś i daj się zauroczyć. 

Niby wiesz, czujesz, że wzięcie się za siebie wyjdzie prędzej na lepsze niż gorsze, ale ciągle coś. Wyjście na obiad z przyjacielem, a jak obiad... to i ciacho; po zajęciach przed pracą szybkie zajrzenie do KFC, fryty między wykładami, buła 24/7, karnetu na fitness, na który się nie ma czasu, nie ma za co kupić... i tak trwasz jako niezupgrade'owana wersja samego siebie. Nagle pojawia się ktoś, kto zainteresowany jest wejściem w interakcję z przedmiotem twoich największych kompleksów - innymi słowy chce miziać. Ty też chcesz. Problem? Umierasz ze wstydu już na samą myśl o zdjęciu bluzki. To bardzo skuteczny motywator dietetyczny. 

Po drugie - jak już się dasz zauroczyć, jedzenie samo zacznie być ciężką czynnością. 

W twoim brzuchu będzie za dużo motyli, kanapka się nie zmieści. Mój rekord to nie podołać serkowi Danio - jedynemu posiłkowi w ciągu dwóch dni. 

Po trzecie - spalaj więcej niż zjadasz. 

Lubisz kebsy? Wypoć kebsy. Proste. Będąc wciąż na etapie motyli w brzuchu nawet nie musisz wiele robić, gdyż na podtrzymywanie funkcji życiowych organizm zużywa zapewne więcej energii niż jesteś w stanie mu dostarczyć jednym umęczonym lub niedojedzonym serkiem.



Dziś weszłam w stare, nawet bardzo stare dżinsy. Jest światełko w tunelu i wydaje się nawet, że nie jest to nadjeżdżający pociąg. Zresztą... wiosna! Wiosna! 

poniedziałek, 3 marca 2014

11

Zakochać się do szaleństwa - to jeszcze bym zrozumiała. Zakochać się do głupoty - to już lekka przesada.