Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 maja 2014

15: Siostry Miłosierdzia pod respiratorem


Siostry Miłosierdzia pod respiratorem

Krakowski koncert The Sisters Of Mercy, legendy rocka gotyckiego i bohaterów mojego dzieciństwa, przypominał słuchanie umierającej starej ciotki ogarniętej demencją, która po raz enty opowiada dobrze znaną historię. Znamy treść, ale szczegóły już trochę nie te, kolejność zdarzeń pomieszana, bohaterowie raz po raz zmieniają imiona, Zakopane nad morzem, Sukiennice w Poznaniu, oddech coraz cięższy i drzemka przed punktem kulminacyjnym. To najsmutniejsze skojarzenie, ale jednocześnie najlepsze, jakie przyszło mi do głowy, kiedy odbijając się od pogującej juwenaliowej braci starałam się ponazywać swoje odczucia i ogólny klimat koncertu. 

sobota, 1 marca 2014

10

I'm dreaming of warm warm mouth 
I knew a long time ago
I'm dreaming of a time when I used
To move the cats in the trees


I'd rather wear my life inside out


I'm dreaming of a turquoise sea
In which I floated and drowned
I'm dreaming of a silent dream
In which you spun me around


I'd rather wear my life inside out***


Już dawno nic mnie tak dogłębnie, do szpiku nie poruszyło, jak ponowne zagłębienie się w muzykę - w wave'owych kręgach - kultowej grupy Martin Dupont. Marsylski zespół, który zadebiutował w roku 1980. Syntezatorowi spadkobiercy francuskiej fali punkowej. Kolejny przykład na to, że n i k t nie robi hipnotyzującej muzyki elektronicznej tak zimnej, tak magicznej i tak niewiarygodnie prostej lepiej od Francuzów. Klasyka gatunku.
Zapraszam do wspólnej ucieczki. Tak działa magia minimalu!


*** Marzę o ciepłych, ciepłych ustach
Dawno temu znanych
Marzę o czasach, kiedy zwykłem
Za kotami łazić po drzewach

Wolę nosić życie na lewą stronę 

Marzę o morzu turkusowym
W którym pływałem, topiłem się
Marzę o cichym śnie 
W nim obracasz dookoła mnie

Wolę nosić życie na lewą stronę 

(tłum. myszabella)

czwartek, 20 lutego 2014

7

Zza grobu nauczył mnie wrażliwości. Tego, że być innym nie odbiera prawa do bycia w ogóle. Że ulgę w chaosie przynosi tworzenie. A przede wszystkim, że po prostu można. Dziś świętowałby 47. urodziny.

Śpij spokojnie, Kurt.






czwartek, 17 października 2013

3

Tekst Muzyka na koniec świata ukazał się na portalu Altergothic.pl 19. października 2012. 
 __________________________________________

Tracklista:
01. Аве (4:49)
02. Мортэм (4:54)
03. В Горе И Радости (3:59)
04. 1453 (4:10)
05. Карфаген (4:57)
06. Кровь Моя (3:39)
07. Кто Как Бог (3:24)
08. Огонь Небесный (2:42)
09. Страна Туманов (5:28)
10. Я Хочу (4:27)
11. Гуттаперчевый Мальчик (3:35)
12. Прошлое (5:12)
13. Последняя Пангея (4:46)







2

  W związku z zapowiedzianym na 1. listopada 2013 zamknięciem portalu Altergothic, "przerzucone" na bloga zostaną wybrane archiwalne recenzje płyt. Recenzje mojego autorstwa, rzecz jasna. Recenzja ukazała się na portalu dwudziestego pierwszego sierpnia 2012. 

                                                                                      Tracklista:
01 – And I Believe
02 – Valkyrie
03 – Halo
04 – Burning
05 – Sleepless
06 – Quicksilver
07 – Infinite Tear
08 – Indivisible
09 – Porcelain
10 – Angelus Everlasting
11 – Sentinel
12 – Matchstick Girl
13 – Dark Matter
14 – Africanus


wtorek, 20 sierpnia 2013

1

Jeszcze wakacyjny Wybryk udekorowany zdjęciami z różnych serwisów (nie posiadam praw autorskich do tych zdjęć, ale skoro przedstawiają mnie i zostały zrobione bez mojej wyraźnej zgody, to krzywda się nikomu nie dzieje).

Pierwotnie tekst ukazał się tu.
  


Z roku na rok coraz mocniej odczuwam fakt, iż na Castle Party wybieram się z coraz bardziej niemuzycznych powodów. Na czas festiwalu małe, skutecznie ukryte w sercu Dolnego Śląska miasteczko, w którym diabeł mówi dobranoc, zamienia się w ostoję, upragniony azyl, gdzie raz do roku mogę poczuć się swobodnie i bezpiecznie. Zostawiam zmartwienia, zobowiązania, nieporozumienia i wszelką prozę codzienności gdzieś na warszawskim peronie, przemierzam ponad pół Polski po to, by na kilka dni stać się tak bardzo przebrana, że nie mogłabym mocniej być sobą.  Castle Party to nie tylko muzyczne wydarzenie i specyficzna atmosfera, z roku na rok coraz mniej egzotyczna (albo to ja już taka stara wyga festiwalowa jestem), ale też - a może przede wszystkim - cudowni ludzie, z których większością spotykam się raz w roku, czyli właśnie w Bolkowie. Imprezujemy, pozujemy do zdjęć, pijemy, śmiejemy się i dużo rozmawiamy, jak starzy dobrzy przyjaciele… cóż z tego, jeśli to nasze trzecie czy siódme w życiu spotkanie?

Właśnie w takim klimacie upłynęła mi dwudziesta edycja festiwalu: